Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty! Cieszyć się będziemy i weselić tobą i sławić twą miłość jak wino (...).

Pnp 1,4

poniedziałek, 24 listopada 2014

w każdym położeniu dziękujcie!

Wśród wielu spraw typowo organizacyjnych odnieśliśmy ostatnio dwa spore sukcesy - ustalenie godziny Mszy ślubnej i podpisanie umowy z fotografem. Obecnie pracujemy intensywnie nad kolejnym, czyli wodzirejem i DJ'em :)

Jednak nie tylko to nas zajmuje. Zajmuje nas na przykład uczenie się patrzenia na siebie w prawdzie. Na siebie nawzajem i na siebie samych. Zdecydowaliśmy się notować pilnie dobre i złe (miłe i niemiłe) komunikaty, jakie sobie wysyłamy i jakie od siebie otrzymujemy. Okazuje się (mówi Olga), że wcale nie tak mało jest tych pierwszych... i nie tak znowu dużo tych drugich. To bardzo budujące doświadczenie. Może dzięki temu dorastamy nie tylko do małżeństwa jako takiego, ale też do postawy nieustannej wdzięczności - bo przecież tyle jest rzeczy, za które można dziękować :)

Zajmuje nas też budowanie naszej przyjaźni. Zawsze będziemy mieli czym się zachwycać w tym względzie.

Póki co zachwycamy się umiejętnością współpracy i kompromisu, jaką się oboje wykazujemy. Pracując razem przy wielu różnych okazjach, realizując wspólnie różnorodne plany i projekty, mieliśmy okazję się przekonać, że bywa z tym różnie. A teraz... Jakbyśmy się szykowali do nowego etapu w życiu :)

(No a ja - mówi Olga - nieustannie zachwycam się także pierścionkiem!)

sobota, 20 września 2014

data

Kolejny wielki krok w organizacji poczyniony.

Wiemy już, że nasze małżeństwo zaczniemy 10 października 2015 roku. Wiemy także, gdzie będzie wesele, oraz że wybrane przez nas miejsce jest cudowne i, co ważne, sprawdzone :) Żegnając się z właścicielem obiektu, powiedzieliśmy, że widzimy się z nim dopiero za rok - bo wszystkie szczegóły dogadamy miesiąc przed weselem. Rok.

Moja przyszła teściowa (mówi Olga) orzekła, że szybko nam ten rok minie. Radośnie i strasznie zarazem to zabrzmiało. Radośnie, bo chciałoby się przecież jak najszybciej :) A strasznie, bo przecież jeszcze tyle rzeczy trzeba zrobić przedtem...

Dzisiejszy dzień sponsoruje dyskusja, co znaczy przyjmować. Kiedy już będziemy małżeństwem, to wiele będzie do przyjmowania. Wady, niedociągnięcia, trudności, przykrości, przyzwyczajenia. I czy wszystko to będzie jednocześnie do akceptowania?

Ostatnie dni wypełnione są dla nas doświadczeniem, jak wiele wnoszą małe gesty. Ciasteczka kakaowe na drogę, żeby się przyjemnie jechało. Bluza na wszelki wypadek, gdyby się ochłodziło. Podwiezienie ulicą akurat do tego miejsca, z którego normalnie kursują tramwaje. Zaproszenie na niedzielny obiad. Zawsze wiedzieliśmy, że to wszystko ważne. A teraz, kiedy materializujemy powoli wizję małżeństwa, ta wiedza staje się szczególnie przydatna i szczególnie istotna. Może kiedyś, po 50 latach małżeństwa, napiszemy książkę-poradnik i zatytułujemy to dzieło Miłość w ciasteczkach kakaowych. (Byłoby spoko, gdyby nie aż tak bardzo pretensjonalnie).

środa, 20 sierpnia 2014

na całość

Notatnik przedślubny już gotowy (robiony samodzielnie w oparciu o kalendarz wrzucony tu w komentarzu przez B. - dziękujemy :) ) i pierwsze ptaszki już odznaczone. Uf, machina ruszyła.



A my powoli krzepniemy w tej całkiem nowej rzeczywistości. Rozmawiamy o organizacji ślubu i wesela już tak całkiem poważnie, już nie tylko o naszych marzeniach i pomysłach, ale też o ich realizacji. Codziennie coś nowego się pojawia w głowach, codziennie o czymś koniecznie trzeba powiedzieć.

Ale też codziennie dociera do nas, jak poważną decyzję podejmujemy. Całe życie. Co to jest całe życie? Nasze całe życie liczy jak dotąd nieco ponad 20 lat, a my - jeśli Pan Bóg pozwoli - będziemy trwać w naszej decyzji jeszcze dłużej. Czas niewyobrażalny. Rok, dwa, nawet 10, to sobie można wyobrazić. Ale całe życie? Dziwi też perspektywa zmiany wielu aspektów naszego życia. Na przykład wspólnego zamieszkania w gniazdku, które jak dotąd jest tylko moje i tylko przeze mnie zamieszkane (mówi Olga). I... że to tak już na zawsze. Na całe życie. Jak to będzie?

I jakoś optymistycznie patrzymy na tę rewolucję, która świta na horyzoncie :)

sobota, 9 sierpnia 2014

kalendarz

Pierwsza, najważniejsza sprawa organizacyjna. Kupić jakiś kalendarz/notatnik dla narzeczonych. W internetach pełno porad, ale wolimy mieć takie miejsce, w którym sobie wszystko będziemy zapisywać (ten pomysł podpatrzyliśmy u Dobrych Znajomych :)). Póki co pomysłów mnóstwo, ale przecież nie chodzi o to, żeby się pogubić :)

A pomysły się lęgną na wszystko. Na salę. Na taniec (wiadomo!). Na suknię. Na śpiew scholi. No, na wszystko. Uf, powoli. Jeszcze się dobrze pierścionek nie uleżał na palcu...

(Jak to nie?! Już sobie nie wyobrażam, żebym miała go nie nosić :P).

piątek, 8 sierpnia 2014

zostanę

Od tego słowa wszystko się zaczęło.

No dobra, nie wszystko. Wszystko zaczęło się ponad trzy lata temu. Spojrzeliśmy na siebie raz, drugi, podyskutowaliśmy na spotkaniu w duszpasterstwie, zatańczyliśmy niejeden raz... i tak już zostało. Niespełna tydzień temu podczas urlopu mój Miły klęknął przede mną, a dla mnie odpowiedź była oczywista już od dawna. Zostanę.

Czas narzeczeństwa to czas mniej bądź bardziej gorączkowych przygotowań do ślubu i wesela, ale też - o ile nam wiadomo, a przynajmniej tak zamierzamy ten czas ułożyć sami - jest to czas intensywnego przygotowywania duszy do złączenia z inną duszą. Tak, by dwie drogi, które przez pewien czas biegły równolegle i bardzo blisko siebie, teraz stały się jedną.

Ten blog w założeniu ma być świadectwem przeżywania jednego i drugiego, to znaczy przygotowań zarówno materialnych, jak i duchowych i psychicznych. Może komuś, kiedyś, w jakiś sposób... (nie wiem, w jaki, ale wierzę, że jednak) te zapiski pomogą. Póki co my zaczynamy naszą przygodę życia. Zapraszamy do podglądania :)