Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty! Cieszyć się będziemy i weselić tobą i sławić twą miłość jak wino (...).

Pnp 1,4

sobota, 20 września 2014

data

Kolejny wielki krok w organizacji poczyniony.

Wiemy już, że nasze małżeństwo zaczniemy 10 października 2015 roku. Wiemy także, gdzie będzie wesele, oraz że wybrane przez nas miejsce jest cudowne i, co ważne, sprawdzone :) Żegnając się z właścicielem obiektu, powiedzieliśmy, że widzimy się z nim dopiero za rok - bo wszystkie szczegóły dogadamy miesiąc przed weselem. Rok.

Moja przyszła teściowa (mówi Olga) orzekła, że szybko nam ten rok minie. Radośnie i strasznie zarazem to zabrzmiało. Radośnie, bo chciałoby się przecież jak najszybciej :) A strasznie, bo przecież jeszcze tyle rzeczy trzeba zrobić przedtem...

Dzisiejszy dzień sponsoruje dyskusja, co znaczy przyjmować. Kiedy już będziemy małżeństwem, to wiele będzie do przyjmowania. Wady, niedociągnięcia, trudności, przykrości, przyzwyczajenia. I czy wszystko to będzie jednocześnie do akceptowania?

Ostatnie dni wypełnione są dla nas doświadczeniem, jak wiele wnoszą małe gesty. Ciasteczka kakaowe na drogę, żeby się przyjemnie jechało. Bluza na wszelki wypadek, gdyby się ochłodziło. Podwiezienie ulicą akurat do tego miejsca, z którego normalnie kursują tramwaje. Zaproszenie na niedzielny obiad. Zawsze wiedzieliśmy, że to wszystko ważne. A teraz, kiedy materializujemy powoli wizję małżeństwa, ta wiedza staje się szczególnie przydatna i szczególnie istotna. Może kiedyś, po 50 latach małżeństwa, napiszemy książkę-poradnik i zatytułujemy to dzieło Miłość w ciasteczkach kakaowych. (Byłoby spoko, gdyby nie aż tak bardzo pretensjonalnie).